The Art

14/02/2026
Drypoint
Drypoint


The Art

W moich ostatnich lekturach i inspiracjach coraz częściej powracam do pytania o istotę sztuki. Mówi się, że jest ona esencją życia — tym, co nadaje mu szczególny smak i głębię — oraz że homo sapiens stał się prawdziwie człowiekiem w chwili, gdy poczuł potrzebę wyrażania siebie poprzez malunki naskalne czy drobne figurki wyrabiane z kości.                                                                                                                       Nie zawsze jednak ta powszechnie znana prawda o znaczeniu sztuki była we mnie w pełni obecna. Przez długie lata nie myślałam o niej zbyt wiele, bo ważniejsze wydawały się inne sprawy: miłość, dzieci, rodzina, przyjaźnie, praca. Wobec nich sztuka pozostawała raczej tłem — na którą  często brakowało czasu i sił, a chwilami nawet pieniędzy

Życie na emigracji, szczególnie na początku, także odsuwało świadome obcowanie ze sztuką na dalszy plan — najpierw trzeba było przede wszystkim przetrwać z małymi dziećmi w obcym kraju i w obcym języku. Trzeba było oswajać inną rzeczywistość, co było zajęciem niezwykle absorbującym.

A tymczasem zdarzały się chwilami i po wielkiemu cichu zachwyty: obrazem, teatrem, baletem, filmem i najczęściej książką, które także rozbudzały we mnie coraz większą potrzebę tworzenia. Rysowałam co prawda od zawsze, ale chciałam czegoś więcej i to zaowocowało podjęciem przeze mnie rocznego kursu grafiki warsztatowej.

Potrzebę tworzenia częściowo zaspokajała mi także praca, szczególnie w ostatnich dziesięciu latach. Zawód architekta może być bardzo kreatywnym zajęciem — ale jest także obwarowany wieloma ograniczeniami i zależnościami, nie mówiąc o tym, że nie wszystkie zlecenia wprawiają duszę w drżenie.

Także sztuka towarzyszyła mi — jak większości zwykłym zjadaczom chleba — wspierając i ubarwiając moje życie po cichu, nienachalnie. Ja w zamian chwilami się zachwycałam, nawet biegłam za nią zachłannie, ale najczęściej jednak pochłaniała mnie zwyczajna codzienność na dziesięć tysięcy sposobów.

Jak bardzo ważna jest dla mnie sztuka, uświadomił mi to tak naprawdę kryzys psychiczny. Sposób, w jaki wspierało mnie obcowanie ze sztuką w czasie wychodzenia z tego kryzysu, był nieoceniony. Kiedy dzisiaj słucham Jerzego Nowosielskiego na starych radiowych nagraniach, który mówił, że ''sztuka ratuje człowieka'', to wiem, że tak naprawdę jest.

Bo czym człowiek byłby bez sztuki? Béla Hamvas, za irańską tradycją, powtarza, że bylibyśmy wówczas niczym mrówki, które bez refleksji i wytchnienia biegają w tę i we w tę, pracując bez ustanku, żeby utrzymać przy życiu swoje mrowisko.

Tymczasem, jak pisze ten węgierski pisarz:
"Sztuka budzi siły, które kierują ludzkością. Sztuka jest znacznie ważniejsza od nauki, ważniejsza od wiedzy państwowej, moralności, prawa i w sposób niedający się wyjaśnić — od religii. (…) Tylko sztuka utrzymała więź z siłami transcendencji. Tylko sztuka posiada wiarę. A wiara, jak wiadomo, góry przenosi, czyli porusza moce. I dlatego teraz wiara sztuki w niezależny sposób decyduje o tym, jakie siły poruszy, którym przekaże władzę, które usunie, które wyniesie i wyzwoli z tego wiru, którego magiem jest artysta."

Dla wspomnianego już Nowosielskiego sztuka była całkowitą wolnością. Gdy zdarzyło się pewnego razu, że Kantor zabronił mu pracować nad obrazem, bo "sztuka na to nie pozwala", odpowiedział mu: "moja sztuka pozwala mi na wszystko".

Dlatego i ja lubię rysować i ''printować'' — bo właśnie wolno mi w tej sztuce wszystko — nawet tracić rozum jak trzeba. To prawdziwy luksus! I tak pisał zresztą o sztuce Gombrowicz:
"Sztuka to luksus, swoboda, zabawa, marzenie i siła; sztuka nie powstaje z biedy, ale z bogactwa. Sztuka ma w sobie coś tryumfalnego, nawet gdy załamuje ręce."

Krzysztof Kieślowski, mój ukochany artysta, powiedział z kolei, że "sztuka to jest coś, od czego się rośnie". Bardzo lubię tę definicję. Dzisiejsza grafika jest zainspirowana właśnie jednym z jego filmów pt. "Podwójne życie Weroniki". Jest wariacją na temat paru klatek z tego filmu, gdy Weronika, jadąc pociągiem, ogląda świat za oknem przez małą szklaną kulę, co sprawia, że obraz świata, na który patrzy, obraca się do góry nogami.

Czy nie to właśnie robi z nami sztuka? Czy nie stawia na głowie naszych wyobrażeń o świecie i nas samych, zmuszając kolejny i kolejny raz przyglądać  się wszystkiemu  z większą uważnością, czułością, a niekiedy z troską, a nawet grozą?

Béla Hamvas pisał o kroplach miodu, które osładzają nawet najtrudniejszy los — i źródłem tych słodkich kropel może być właśnie sztuka. Dla mnie tym jest — słodkimi kroplami miodu.

To tyle w dzień św. Walentego. 

Niezmiennie z miłością.

K

I zapraszam tam ----> 

fb: @between.words.2025 

in: @kasia_m.baranowska 

The Art

In my recent readings and inspirations, I have been thinking a great deal about the nature of art. It is often said that art is the very essence of life — the element that gives it depth and flavour — and that homo sapiens truly became human at the moment when we felt the need to express ourselves through cave paintings or small figurines carved from bone.

Yet this widely acknowledged truth about the importance of art was not always fully present in my awareness. I rarely reflected on it, because other matters seemed more urgent: love, children, family, friendships, work — all of which made art feel like a distant backdrop, something for which there was often too little time, energy, or sometimes even money.

Life in emigration, especially in the beginning, pushed conscious engagement with art even further aside. First, one simply had to survive — raising small children in a foreign country, in an unfamiliar language. Learning to inhabit a new reality was an all-consuming task.

And yet, quietly and almost unnoticed, moments of wonder would appear: a painting, a theatre performance, a ballet, a film, and most often a book. These encounters slowly awakened in me an ever-growing need to create. I had always drawn, but I wanted something more, and this eventually led me to undertake a year-long course in printmaking.

My work, too, especially over the past ten years, has partly satisfied this creative need. Architecture can be deeply creative — yet it is also bound by countless constraints, and not every commission makes the soul tremble.

So art accompanied me much like it accompanies most ordinary people — quietly, gently, enriching life without demanding attention. In return, I would sometimes marvel at it, sometimes pursue it with hunger, but more often I was absorbed by the ordinary rhythms of everyday life in a ten thousand different ways.

I only truly realised how essential art is to me during a psychological crisis. The support I found in turning toward art while emerging from that darkness was immeasurable. Today, when I listen to old radio recordings of great Polish icon painter Jerzy Nowosielski saying that ''art saves a human being'', I know from experience that this is true.

For what would we be without art? Béla Hamvas, echoing an ancient Iranian tradition, wrote that without it we would resemble ants — endlessly running back and forth without reflection or rest, labouring ceaselessly merely to sustain our anthill.

And yet, as this Hungarian writer reminds us:

"Art awakens the forces that guide humanity. It is far more important than science, more important than state knowledge, morality, law, and in an inexplicable way — even more important than religion. (…) Only art has preserved a bond with transcendence. Only art possesses faith. And faith, as we know, moves mountains — it sets powers in motion. Thus the faith of art independently determines which forces it will awaken, which it will empower, which it will remove, and which it will liberate from the vortex whose magician is the artist."

For Nowosielski, art was complete freedom. Once, when other Polish artist Kantor forbade him to continue working on a painting because "art does not allow it," he replied simply: "My art allows me everything."

That is why I love drawing and printmaking — because within art I am allowed everything, even to lose my mind. It is a true luxury. Gombrowicz wrote of art in a similar spirit:

"Art is luxury, freedom, play, dream, and strength. It does not arise from poverty, but from abundance. There is something triumphant within it — even when it wrings its hands."

Krzysztof Kieślowski, one of my most beloved artists, once said that art is something through which we grow. I have always loved that definition. Today's print is inspired by his film The Double Life of Véronique. It is a variation on several frames in which Véronique, travelling by train, looks at the world through a small glass sphere — causing everything she sees to turn upside down.

Is this not precisely what art does to us? Does it not overturn our assumptions about the world and about ourselves, compelling us again and again to look more closely — with greater attention, tenderness, sometimes concern, and even fear?

Hamvas also wrote about drops of honey that sweeten even the hardest fate — and art can be the source of such sweetness. For me, that is exactly what it is: small, luminous drops of honey.


That all for now.

And since today is St Valentine's Day — may it be a gentle, loving one for you 

With love,

K

You will find me there too ---->

fb: @between.words.2025

in: @kasia_m.baranowska 


I will illustrate this image with "Les Marionnettes" by Zbigniew Preisner — the music from Kieślowski's film. 

K.