Ferryman

Promowy Przewoźnik
W poprzednich postach pisałam o krajobrazie, który rzeźbi nasz los. Bohater, o którym chcę dziś opowiedzieć, również w całości wyrasta z miejsca, w którym się urodził i żył. Opowiada o tym Frode Grytten w przepięknej książce "Dzień, w którym umarł Nils Vik".
To historia życia fiordowego przewoźnika – ferrymana, tytułowego Nilsa Vika, ale także opowieść o surowym, norweskim morskim krajobrazie i jego mieszkańcach. Nils Vik jest prawdziwym wilkiem morskim, którego mądrości uczyło nieposkromione morze oraz ludzie, których spotykał na swojej łodzi.
W tej opowieści towarzyszymy Nilsowi w ostatnich godzinach jego życia — w dniu, w którym wydaje się, że wszystkie poprzednie dni były w istocie jednym bardzo długim dniem. O świcie wyruszamy z nim na fiord, w ostatnią przeprawę, której kres pozostaje dla nas tajemnicą.
To niezwykle wzruszająca podróż, pełna duchów, które jakby zasiedziały się na lądzie i teraz dołączają do Nilsa towarzyszac mu w jego ostatniej podrozy. To ludzie — i jeden pies — których ferryman spotkał na swojej drodze, którzy byli częścią jego życia. To bohaterowie niewidzialni dla świata, którzy swoim prostym, prawdziwym życiem budowali społeczność wokół fiordu. Te spotkania opowiadają o tym, co w życiu najważniejsze. A najważniejsci są ludzie i relacje między nimi.
Jednemu ze swoich stałych pasażerów Nils mówi:
"Musisz je
zobaczyć. [kobiety, z którymi spotykał się znajomy Nilsa by spotkac te jedyna]. Każdy
potrzebuje zostać zobaczonym. Nie ma na świecie osoby, która nie
pragnęłaby zostać odkryta."
Nils ma świadomość, ze fiord kształtuje jego los. Wybrał
takie zycie świadomie, decydując się pozostać nad fiordem, ale
dzieli to miejsce na ląd i morze. Gdy jest na wodzie, wszystko
wydaje się prostsze — jest droga do przodu i droga powrotna. Na
lądzie jest inaczej:
"Na lądzie w pewnym sensie wszędzie
zabierasz miejsce ze sobą — nie ma znaczenia, jak daleko
pobiegniesz, nigdy nie będziesz w stanie się z niego otrzepać ."
Ta książka jest też opowieścią o miłości — o rodzinie i o nie zawsze prostej relacji męża i żony. To piękna historia, która uczy, jak ważne jest mieć świadomość, że obok jest ktoś, kogo się potrzebuje.
Nils nosił w sobie słowa, które ułożył dla swojej żony w
jesieni ich życia:
"Jesteś mi potrzebna jak czarna ziemia. Potrzebuję
cię tak, jak potrzebuję chleba o poranku, tak jak potrzebuję snu w
nocy." Wciąż jednak nie znajdował odpowiedniego momentu, by jej
to powiedzieć. Pomimo tego, ze wcześniej jego żona nauczyła go wymawiać słowo
"kocham", nauczyła go słowa "sweetheart" i nauczyła go, że
"jeśli milczy się jak grób, jest się równie martwym jak
nieboszczyk". Dlatego ostatecznie Nils potrafił powiedzieć — i sobie, i
jej:
"Kocham cię. To określa, kim jestem."
Towarzysząc bohaterowi w jego ostatnim dniu, ma się wrażenie, że podróżujemy poza czasem — takich chwil Nils doświadczał już wcześniej, jakby życie co jakiś czas przypominało mu o tej ostatniej podróży, którą będzie musiał odbyć.
"Co pamięta najlepiej? (…) Powroty do domu późną nocą albo o świcie. Gaszenie światła, zostawianie tylko jednej lampy na zewnątrz. Siedzenie w ciemnej kuchni, patrzenie na swoje dłonie i uda, na tatuaże na przedramionach. Bycie gdzieś pomiędzy nocą a dniem, między snem a przebudzeniem. Bycie śmiertelnie zmęczonym, a jednocześnie żywym. I oczy, szeroko otwarte w ciagu calego dnia, które teraz widzialy tylko w odcieniach szarości."
Piękne, prawda? Jest to opowieść o esencji naszego życia — dlatego bardzo, bardzo ją wszystkim polecam.
Niezmiennie z miłością, w dzień Śmigusa-Dyngusa, wylewam na Was słowa jak kubeł
zimnej wody.
Ha, ha!
Do następnego razu,
K
pssst ...
Na rysunku mężczyzna ma wytatuowaną na przedramieniu jaskółkę i koguta. Norweski przesąd kazał przewoźnikom morskim tatuować te stworzenia na ciele dla ochrony.
I zapraszam tam ----> Przypominam tam moje starsze prace. Szczegolnie na fb.
fb: @between.words.2025
in: @kasia_m.baranowska

Ferryman
In my previous posts, I wrote about landscape — the kind that shapes our fate. The protagonist I want to write about today is also entirely formed by the place where he was born and lived. This is beautifully told in The Ferryman and His Wife by Frode Grytten.
It is the story of a fjord ferryman but also a tale of the harsh Norwegian seascape and the people who inhabit it. Nils Vik is a true sea wolf, whose wisdom has been shaped by the untamed sea and by the people he encountered on his boat.
In this story, we accompany Nils through the final hours of his life — a day that feels as though all the days that came before have, in truth, been one long, continuous day. At dawn, we set out with him onto the fjord, on a final crossing whose end remains a mystery to us.
It is an extraordinarily moving journey, filled with spirits who seem to have lingered on land and now join Nils on this last passage. These are the people — and one dog — whom the ferryman met along his way, who were part of his life. Invisible to the world, they built a community around the fjord through their simple, genuine existence. These encounters speak of what matters most in life.
To one of his regular passengers, Nils says:
"You have to see
them. [the women he met]. Everyone needs to be seen. There isn't the
single person on this earth who isn't longing to be discovered."
Nils is deeply aware of how the fjord has shaped his life. He
chose it consciously, deciding to remain there, yet he divides this
place into land and sea. When he is on the water, everything feels
simpler — there is a way forward and a way backward. On land, it is
different:
"On land, you sort of take the place with you— no
matter how far you might run, you can never shake off the place."
At its heart, this book is also a story about love — about family, and about the not-always-simple relationship between husband and wife. It is a beautiful story that reminds us how important it is to be aware that there is someone beside us — someone we need.
Nils carried within him words he had composed for his wife in the
autumn of their lives:
"You are as necessary as the soil. I need
that way I need bread in the morning, the way I need sleep at
night."
And yet he could never quite find the right moment to
say them. Even it was his wife who taught him how to say "I love you,"
who taught him the word "sweetheart," and who taught him that "if
you stay silent like the grave, you are as good as dead too." And
so he was able to say — to her, and to himself:
"I love you.
That is who I am."
Accompanying Nils on his final day, one has the feeling of travelling outside of time — as though suspended somewhere between waking and dreaming. He had known such moments before, as if life had, from time to time, reminded him of the final journey he would one day have to make.
"What does he remember best? (…) Coming home late at night or early in the morning. Turning off the light, leaving only the single outdoor lamp burning. Sitting in the darkness in the kitchen with a drum, looking down on his hands and thighs, looking at the tattoos on his forearms, at all the surfaces. Being somewhere between night and day, between dozing and waking. Being dead tired, being alive, having eyes that see only in monochrome after being open for so long."
Beautiful, isn't it? There is something in this story that feels like the very essence of life — which is why I wholeheartedly recommend it to everyone.
Then until next time,
with love,
K
pssst ...
In the drawing, the man has a swallow and a rooster tattooed on his forearm. A Norwegian superstition held that seafarers should tattoo these creatures on their bodies for protection.
You will find me there too ----> I post my older works there, especially on Facebook .
fb: @between.words.2025
in: @kasia_m.baranowska

And gramophon will play ''Norvegian Fjords'' by Andrea Accorsi